Tajemniczy lajzol

 Siedząc w domu na prewencyjnej kwarantannie (koleżanki mi narzuciły - obawiają się, że mogłam coś przywlec ze świata) gapię się w telewizor. Porobiłabym coś w ogródku, ale siąpi. Gapiąc się robię jednocześnie zestaw czapek dla zamorskiej rodziny, więc nie zawsze udaje mi się na czas ściszyć jak lecą reklamy. No i wpadła mi w oko (i w ucho) reklama całkiem nowego rewelacyjnego środka dezynfekującego o nazwie lajzol, hm, łaj lajzol jak na butelce napisane lyzol. Hm. Dawno, dawno temu był taki uniwersalny odkażający śmierdziel o nazwie lizol. Wszystkie szpitale tym cuchnęły. Tyle, że ten lizol podobno na wirusy nie działa.

Pandemia według Włodka

 Mam takiego jednego znajomego, no, hm, konkretnie to był moim chłopakiem, gdy byłam w liceum. Chyba ze dwa lata chodziliśmy ze sobą. Jakoś zawsze miałam tendencje do wybierania chłopaków (partnerów) nieco głupszych od siebie. Ale - tylko nieco. Włodzio zaś podówczas będąc tylko nieco głupszym obecnie totalnie zidiociał. Pisuje do mnie od czasu do czasu próbując mnie ostrzec przed straszliwymi zakusami potwornego świata. Poniżej przedstawiam poglądy Włodzia na pandemię. 

Więc tak. Włodzio uważa, że po pierwsze - Covid to taka grypka, a wirus Sars-cov-2 towarzyszy ludzkości od hohooo, a może i bardziej. W dodatku Włodzio stosując światłe metody pewnego inżyniera od maszyn górniczych (Zięba) jest uodporniony. Więc nie ma się czym przejmować, jeśli chodzi o samego wirusa, przejmować się trzeba tym, po co to wszystko urządzono. Przede wszystkim - testy. Żadnych testów nie ma, nikt żadnego testu nikomu nie robi. Ten patyczek do nosa wtyka się co prawda pod pretekstem pobrania wymazu do testu, ale to nieprawda. Wtyka się go tam po to, aby uszkodzić płytkę/poduszkę (niepotrzebne skreślić) mózgową i/lub kość sitową. Po co to uszkadzanie - Włodzio nie wyjaśnił. Poza tym ten patyczek do nosa się wtyka w celu pobrania DNA. Po co komuś to DNA Włodzio również nie wyjaśnił. A! No oczywiście, że nie, pewnych rzeczy nie wolno pisać, przecież cały internet jest na nieustannym podsłuchu (poniekąd tak - automatycznie zwracana jest uwaga na pewne kluczowe słowa - to prawda, ale - coś Włodzio słyszał, że dzwonią, nie dowiedział się tylko w którym kościele) i jak się tylko napisze za dużo zaraz po ciebie przyjdą. Kto? Po co? Na czyje zlecenie? Oczywiście tego również nie można napisać z powodów jak wyżej. I jeszcze jest trzeci powód wtykania patyczka do nosa - zostawiają tam jakiś "prezencik", aczkolwiek z w/wym powodów Włodzio nie napisał co by to miało być. Ale to dopiero wstęp. No, bo jeśli się ludziom wmówi, że jest jakaś zaraza, której, oczywiście wcale nie ma, to będą skłonni zaszczepić się przeciwko niej. A tak nawiasem mówiąc, w trakcie testów tej niby szczepionki zmarło całkiem sporo ludzi. Bo to wcale nie będzie żadna szczepionka, o nie. Będą ludziom pod pretekstem szczepionki wstrzykiwać coś co zmieni ich DNA - po co to już Włodzio nie wyjaśnił. Oraz albo lub, będą w tej niby szczepionce wszczepiać ludziom czipy, aby opanować ich umysły (chyba, bo w obawie przed siepaczami co się natychmiast zjawią Włodzio dokładnie nie wyjaśnił, a może sam nie wiedział po co te czipy). Oczywiście te czipy będą sterowane za pomocą 5G, które tylko w tym wrednym celu powstało. Ale to jeszcze nie koniec. O nie. Ha! I tu przechodzimy do szpitali tymczasowych otoczonych zasiekami z drutu żyletkowego. A po co? No jak to, po co się grodzi w dodatku ogrodzeniem zagiętym do środka, jak wielokrotnie Włodzio podkreślał. Kurcze, jakby jakieś inne stosowano gdziekolwiek. Ale tutaj grodzi się w ten sposób po to, aby zamknięci tam nieszczęśnicy nie uciekli. Bo ich się tam zamyka pod pretekstem leczenia, ale niee, o nie, o żadnym leczeniu nie ma mowy. Ci biedacy będą tam mordowani na jakieś straszliwe i wyszukane sposoby, powoli i strasznie. A dlaczego? Ano, bo człowiek umierający w wielkim bólu, strachu i stresie wydziela jakąś substancję (zapomniałam jej nazwy), którą się pobiera tuż po tym strasznym zgonie i która służy możnym tego świata za jakiś super narkotyk. Co prawda do tego celu najlepiej nadają się dzieci do lat 9, ale z braku laku może być i dorosły. Trupy po tych zabiegach będzie się składować w specjalnie przygotowanych chłodniach po czym palić w krematoriach. Gdzie te krematoria będą usadowione, tak, żeby nikt nie zauważył Włodzio nie zdradził, prawdopodobnie z powodu tych siepaczy co to by zaraz po niego przyszli i, zapewne, zastosowali na nim wszystkie opisane tu straszne rzeczy.

W fajnym świecie niektórzy żyją, co nie? Bo dla pana Włodzimierza opisany świat jest jak najbardziej realny, święcie w niego wierzy, a reszta ludzkości (no, poza grupą podobnych mu wtajemniczonych) żyje w Matrixie i/lub chowa głowę w piasek. Przedstawiłam powyższe, bo z nim się dyskutować nie da, na dowód, że ma rację przedstawia mi youtubowe przemowy podobnych mu idiotów, aa, szkoda gadać. Może on ma paranoję?

A tak w ogóle to już jestem w domu, pies mi mało co nie zdechł, dzisiaj byłam z nim drugi raz na kroplówce, wczoraj miał tylko 1/3 liczby należnych czerwonych krwinek, ugryzł mnie u weterynarza. Bo z taką liczbą czerwonych krwinek ma niedotleniony mózg i w związku z tym jest (znaczy się był, bo dziś już jest lepiej) totalnie otumaniony. Wet powiedział, że wczoraj był już jedną, a może i dwiema nogami w grobie, ale dziś już z tego wyszedł. Będzie dobrze.

Czy to aby nie jest lekka przesada?

 W niedzielę była piękna pogoda, nie ma zabiegów, więc się wybrałam na wycieczkę. Pani z pokoju obok zaopatrzyła mnie w wodę (hm, niecałe pół litra, ale wystarczyło). I ja jej na to, że w rewanżu pomogę jej przynieść ze sklepu nową wodę. W poniedziałek lało, do sklepu wybrałyśmy się wczoraj. Przez park to jest niecały kilometr, zaś szosą - prawie półtora. Kupiłam co tam miałam kupić, wyszłam, czekam. Wychodzi ona. Zamieniamy się torbami, w mojej mało co, u niej - 4 dwulitrowe butle z wodą. I jeszcze jakieś ciasteczka. O matko - prawie 9 kilo w sumie. Ja myślałam, że kupi jedną butlę, góra dwie, ale cóż, słowo się rzekło - biorę tę potwornie ciężką torbę i idziemy. A ona mówi - wiesz, ja muszę jeszcze wstąpić do apteki - a w takim przypadku trzeba iść tą dłuższą drogą. No nic. Idziemy. Ona zasuwa jak mały samochodzik, ja za nią raczej wolno. Pot mi oczy zalewa, co i raz zmieniam ramię z torbą, i - ledwo idę. Ale cóż - słowo się rzekło. Wreszcie ufff ufff - doszłyśmy, ja ledwo żywa, ona jak skowronek - bo zdążyła na trzecią, o której to codziennie uczestniczy zdalnie w jakimś nabożeństwie - dlatego tak gnała. No nic, niby ok. A dziś mi mówi - te ciasteczka to się połamały trochę. O k...wa...

Dom z papieru

 Oglądaliście? Hmmm... Albo jestem głupia, albo już się zestarzałam i nie rozumiem dzisiejszych czasów. Ale - wiem, że głupia nie jestem, więc zapewne zachodzi ta druga opcja. A może jeszcze jakaś trzecia jest, tylko ja jej nie widzę? Albowiem zaczęłam oglądać to arcydzieło, takie głośne, tak się zachwycają, no, kurcze, myślę sobie, nudzę się tu wieczorami, przedłużyłam więc abonament na Netflixie. No i co? No i pstro. Dotrwałam w miarę zaciekawiona (no bo to taaaki serial, cały świat i te de i te pe) do szóstego odcinka, z rozpędu obejrzałam jeszcze dwa. Booże, cóż to za nudziarstwo beznadziejne. I jeszcze 5 sezonów??? No cóż, rozumiem TFUrców (tak, owszem, przez duże TFU) - żelazo należy kuć póki gorące, nie rozumiem widzów - czymże się tak zachwycać? Więc - albo jestem głupia (co raczej wykluczam, jednak) albo, hm, SKS.

A może to tak?

 Zajrzałam dziś do miejscowej apteki. A tam w środku młody, totalnie spanikowany aptekarz. Oczywiście w maseczce, w rękawiczkach. Podał mi to co chciałam po czym czytnik karty przystawił do szyby, hehe, przez szybę kazał mi płacić. No ale niestety - automat zażądał pinu, wstukałam a ten bidak szybko mi maszynkę zabrał i natychmiast spryskał ją płynem odkażającym. Ale to tak tytułem wstępu i dla wprowadzenia w atmosferę. Bo pan aptekarz przemówił - jaki to on jest wściekły na te głupie baby co to demonstrują, łażą po ulicach i tego wirusa tylko rozprzestrzeniają. I przez nie do Bożego Narodzenia zakażeń będzie 100 000 dziennie, gospodarka padnie, on nie będzie, w najlepszym razie, miał zarobku, a w najgorszym to umrze. I to wszystko przez te głupie baby. Ja na to delikatnie, że to nie przez nie, ale przez pana Kaczyńskiego, który to wszystko rozpętał. A on, że to mąż opatrznościowy, on tym babom na ulicę wychodzić nie kazał, a przez nie to kraj upadnie, po czym, z pełnym przekonaniem i zapałem powtórzył słowa tego wrednego gnoma żoliborskiego (fuj, jak ja go nie lubię <- eufemizm) o upadku narodu polskiego. Wyszłam z tej apteki i naszła mnie myśl, że może temu szatańskiemu geniuszowi własnie o to chodziło? Pandemii i tak się nie zatrzyma, już panuje ogólny chaos, rząd wtedy, gdy można było to i owo przygotować skupił się na wyborach, no klapa ogólna. Więc - trzeba to na kogoś zwalić, to nie my, to nie nasza wina to... No właśnie - te wredne baby, co wyległy na ulicę rozniosły wirusa.

Może się mylę, ale, tak mi przyszło do głowy po wywodach tego człowieka.

Walking dead w wersji light

Siedzę sobie, jak wiecie, w sanatorium, wszystkie knajpy, jak również wiecie, pozamykane. Więc na torcik z kawką nie ma gdzie iść. Czas nam zmienili niestety na zimowy, więc nie da się już robić wycieczek pomiędzy obiadem a kolacją, no bo ciemno się robi. "Polityki" do spółki z "Newsweekiem" też mi na długo nie starcza. Wszystkie zabiegi są do obiadu i co tu robić po południu. Park zdrojowy zwiedzony wzdłuż, wszerz i w poprzek, hm, nie jest zbyt duży. Aż tu mi komputer wczoraj z rana powiedział, że przypomina iż abonament na Netflixie mam opłacony tylko do końca miesiąca. Oż ty Karol, byłam przekonana, że już dawno się skończył. No więc - buch, na Netflixa, a tam wpadł mi w oko rosyjski serial "Ku jezioru", hihi, jak najbardziej na czasie, tytuł oryginalny "Epidemia". Po obejrzeniu pierwszego odcinka wciągło mię, że tak powiem i w dwa popołudnia obejrzałam wszystkie 8 odcinków. Niecierpliwie będę czekać na ciąg dalszy, co ma nastąpić dopiero za rok, albo i później. Najkrótszą recenzją jest tytuł niniejszego posta. Tyle, że chodzących trupów to tam nie ma nic a nic. 

Jeszcze 10 dni, już mi się tu czas zaczyna dłużyć i chcę do doomuu. Aczkolwiek fajnie jest i tym razem nie mam żadnych zastrzeżeń.

Bo - nie samym koronawirusem człowiek żyje.

Nie dajmy się zwariować

 Owszem, wirus jest, owszem, pandemia jest. Ale - nie jest tak jak nas epatują media. Ten cały covid-19 to nie dżuma, jak nam to między wierszami sugerują. Owszem, choroba nieprzyjemna, owszem, niektórzy (bardzo, bardzo niektórzy) na nią umierają. Ale - głównie ci, którzy i tak już są na coś chorzy i zakażenie wirusem zaostrza ich podstawową chorobę. Tak było i w latach ubiegłych w przypadku sezonowej grypy. Osoba chora, dajmy na to na POCHP łapała grypę, w związku z czym POCHP się zaostrzało, przenosiła się na łono Abrahama. Podówczas jako przyczynę zgonu wpisywano nie grypę a POCHP, obecnie jak taki chory złapie tego koronawirusa i kojfnie - wpisuje się - zmarł na covid. Tak naprawdę czysto na covid umiera kilka osób dziennie. Owszem, lepiej (zwłaszcza dla ich rodzin, bo im to już jest ganc egal) żeby żyli, no cóż, hm... Ponad 12 000 zakażonych dziennie? Owszem, nawet sporo więcej. Ale zakażenie <> zachorowanie. Zakażenie oznacza tylko tyle, że w nosogardzieli znajdują się te wirusy. Jak tysiące innych wirusów i bakterii tam bytujących. I to nie jest żadna tam choroba bezobjawowa, dupa kwas, no, wkurzyłam się. To jest brak choroby. Brak objawów == brak choroby. Koniec, kropka. 95% ludzi nosi w nosogardzieli gronkowca. Ale na niego nie choruje, ot, ma go tam, owszem, może go przekazać innym, ale nie choruje. Wszak nie mówimy o takich - choruje na gronkowca bezobjawowo. Kurcze, nieodmiennie kojarzy mi się to ze schizofrenią bezobjawową.

A skąd ja to wszystko wiem? Wyssałam z brudnego palce, bądź zeskrobałam z sufitu? Niee. Siedzę sobie w sanatorium, pomiędzy zabiegami mam mnóstwo czasu, pogrzebałam w sieci, jak się dobrze pogrzebie można się dokopać. I znalazłam to wszystko nie w wypocinach jakichś niedouczonych, goniących za sensacją (dużo trupów lepiej się sprzedaje) dziennikarzy, nie w wypowiedziach naszych władz, które tak naprawdę mają nas (czyli ludność) głęboko w dupie i wykonują bezsensowne, chaotyczne ruchy, aby nam pokazać - "o, jak o was dbamy". Dokopałam się do licznych wypowiedzi autorytetów: profesorów, naukowców, lekarzy praktyków. Abstract tego co znalazłam podałam wyżej. 

Papa, lecę na borowinę. A w ogóle jest super, super, w sanatorium luz, nawet połowy gości nie ma, pokoik mam tylko dla siebie, jedzenie dobre (tylko mało, kurcze żesz blade, zapotrzebowanie kaloryczne osoby dziewięćdziesięcio kilowej jest inne niż siedemdziesięcio kilowej), wszystkie zabiegi mam do obiadu, potem łażę po okolicznych górkach. Widoki cudne, pogoda piękna. Żyć nie umierać!

P.S. Maseczkę należy nosić, jednorazowe często zmieniać, wielorazowe odkażać, ręce myć wedle instrukcji. Bo nie twierdzę, że pandemii nie ma. Nie jest tylko aż tak straszna i śmiercionośna jak to sugerują. Tak uważam. Howgh.