Czy ja jestem mądrzejsza od orangutana?

 Zapytała wczoraj Basia, lat 7 i 4 miesiące. Czyżby miała jakieś kompleksy? Bo pytała całkiem poważnie.


Na zdjęciu: krawędź ichniego domu, a w tle Góry, Skaliste zresztą. Wicie rozumicie, Winetou, Old Skhatterhand, takie tam. 

A w niedzielę... a w niedzielę... WRACAM DO DOMUUU !!!! HURRAAA! Nie, żeby mi tu było jakoś źle, a i dzieci są już na tyle duże, że mnie w ogóle nie męczą, ale - DO DOOMUUU! 


Nos w sos, nogi w pierogi

 Oni nic ino nosy w telefonach. Ani do nich zagadać ani nic. Czytają jakieś wiadomości i mają mi za złe, że mnię to wszystko zwisa obojętnym kalafiorem. Że naczelny lekarz USA, coś tam coś tam względem koronawirusa i szczepionek, i oczywiście fatalnie działa, źle, ludziom i w ogóle ludzkości wbrew. A mnię to obojętnym kalafiorem i w ogóle mam to gdzieś. Mówię onym, że moja chata z kraja, jestem w końcówce życia więc co się mam przejmować czymś co się dzieje daleko i w dodatku nie mam na to żadnego wpływu. Zięć przyjmuje do wiadomości, ale córka - ale powinnaś wiedzieć co się na świecie dzieje, no jak tak... aa, ja uważam inaczej i tyle. Mnie obchodzi trochę to co się dzieje w moim powiecie, nieco więcej - to co w gminie, a najwięcej - to co w mojej wsi, na co mam realny wpływ. 

Ale poza tym to ta Montana dziwna jest. Gęstość zaludnienia - 2.7 osoby na km2. Przypomnę, że w Polsce jest 124 osoby. Każdy może nosić przy sobie broń. Byliśmy we święta w kościele i tam Damian, znaczy się zięć mój, powiedział mi na ucho - popatrz, ten facet ma broń, a nawet dwie sztuki. No i faktycznie, miał, jedną sztukę w kaburze u pasa, a drugą za pazuchą. Zaraz sobie wyobraziłam, że, jak to w Hameryce mają we  zwyczaju, wyciąga toto i strzela do kogo popadnie. A jak powiedziałam, że się boję to rzekł, aby mnie uspokoić, że tu w kościele jest takich więcej, bo to jest ochrona. No to ja się zaczęłam bać jeszcze bardziej, no bo skoro taka ochrona jest potrzebna to oznacza to tylko tyle, że w każdej chwili jakiś szaleniec lub psychopata może wpaść i strzelać. Jak to powiedziałam Damianowi to on mnie uspokoił mówiąc, że owszem, że ci panowie czasem się przydają, nie dopuszczają, aby jakiś szaleniec wszystkich powystrzelał, niee, wszystkich to niee. Niedawno wszak taki jeden w miejscu publicznym zaczął strzelać jak leci i tylko jedną kobitkę zdążył zabić, bo przypadkowi świadkowie,  co na stałe broń ze sobą noszą, natychmiast go ustrzelili. Kurde, ja dziękuję, już nie wspomnę, że nie niespecjalnie chciałabym być ową osobą ustrzeloną, ale i świadkiem czegoś takiego za nic nie chciałabym być. Oni mają w domu 6 sztuk broni!

No i - dowiedziałam się (hihi, nie wiedziałam dokąd jadę, hihi), że jestem akuratnie w Górach Skalistych. O!

Aaa, aaa, nie chcę nigdzie jechać

 Aaa, w niedzielę. Aaa, najbliższą. Leeeecę. Do córki do Montany. Wybudowali se tam  dom, mieszkają na jakimś totalnym zadupiu. Nie za bardzo rozumiem motywy tej przeprowadzki - ze słonecznej Kalifornii do śnieżystej Montany. Na szczęście na razie dom w Kalifornii niesprzedany, jeśli by zdarzyło się tak jak jak w tym opowiadaniu to mają w perspektywie odwrót. Aaa, rajze fiber mam już, większy bardziejszy niż kiedykolwiek. 19 godzin podróży, dwie przesiadki, w tym druga w Salt Lake City, gdzie po angielsku mówią tak: uładuła guła, no i jak ich tu zrozumieć. No i na to ich zadupie jakimś maleńkim samolocikiem lecę, no, nie aż takim maleńkim jak te z Przystanku Alaska, ale - tak mniej więcej wielkości autobusu. Na pewno się rozwali, nie odlodzą skrzydeł, a w ogóle taki mały to chyba jest mniej bezpieczny, w życiu czymś takim nie leciałam.  AAAAAA. No i ta cholerna maseczka przez całą podróż, bez sensu, bo przecież tam dają jeść i do jedzenia chyba pozwolą zdjąć. Aaa, ale może jeszcze nie polecę - w sobotę, dzień przed podróżą muszę zrobić test i może mi wyjdzie dodatni? Nie to, żebym się jakoś źle czuła, ale wielu zakażonych nie ma żadnych objawów. Ale z drugiej strony - przechorowałam kowida i dodatkowo jestem zaszczepiona. Ta szczepionka to co prawda przed zakażeniem nie chroni, ale przechorowanie - owszem.

P.S. A co się tyczy transsyberyjskiej magistrali to przejadę się nią we wrześniu - już wpłaciłam zaliczkę. Obawiam się, że jak już do wyjazdu będzie blisko będę w takim samym nastroju jak teraz. Aaaa.

Nie mów do mnie w ten sposób

 Macie zapewne smartfony, a na nich fabrycznie zainstalowanego asystenta, który niby ma być pomocny (no i czasem jest), ale przeważnie ni stąd ni zowąd wyskakuje ze swoją pomocą, a to, że ci jakąś muzyczkę puści, a to w czym ci może pomóc, wkurzające to. Ja go przeważnie zrzucam, ale dziś po którymś tam zrzuceniu gdy znów wyświetlił mi jakąś "wspaniałą" propozycję zaklęłam "ku...wa", na co on mi wyświetlił napis - "Nie mów do mnie w ten sposób", hihi, patrzcie go jaki delikatny.

Jak działa szczepionka

Na początek trochę statystyki 

                                2020                                                                2021

data                    zakażenia               zmarli                        zakażenia        zmarli

17.11                    19 152                    357                            24 269            463

18.11                    19 883                    603                            24 899            372                    

19.11                    23 975                    637                            23 246            403            

20.11                    22 464                    626                            23 455            382

21.11                    24 213                    574                            18 924            410

22.11                    18 467                    330                            12 333                8

23.11                    15 002                    156                            19 987            398

Suma                 143 146                 3323                           147 113           2436                          

Te liczby mówią same za siebie i w zasadzie nie potrzeba tu żadnego komentarza. Ale. Rok temu nie było ani jednego zaszczepionego,  obecnie w pełni zaszczepieni to 46,91%, a przynajmniej jedną dawką - 54,17%. Jakoś, kurcze, nie miało to wielkiego wpływu na liczbę zakażeń, chociaż liczba zgonów jest wyraźnie mniejsza. Tym niemniej nie wiadomo, czy ta liczba zmalała dzięki szczepionkom, czy też raczej z tego powodu, że większość ludzi już to miała. Niektórzy nawet nie wiedzą, że przeszli covida, a niektórzy i to w znacznej mierze, do tego się nie przyznali. A ten kto twierdzi, jak jedna z moich koleżanek, że obecnie chorują wyłącznie zaszczepieni nie ma bladego pojęcia o prawach statystyki. Chorują równo i zaszczepieni i niezaszczepieni i, jak podejrzewam, również tak zwani ozdrowieńcy. 

Oczywiście zakażonych jest obecnie wiele więcej - dużo ludzi się nie zgłasza w obawie przed uciążliwością kwarantanny.

Ja nie twierdzę, że to Big Farma steruje światem, specjalnie tego wirusa wypuściła, aby nam móc sprzedać bezwartościowe szczepionki. Niee. Ale - skoro ten wirus już jest (nie wnikając skąd się wziął), i prawdopodobnie zostanie już na zawsze - trzeba jakieś działania podjąć, aby uspokoić ciemny lud. Cóż z tego, że de facto nieskuteczne - należy wmawiać i wmawiać, i jeszcze raz wmawiać, że działa. Tym co niewiele myślą - da się wcisnąć.

No i, pomimo wirusa, żyć trzeba, więc - we wrześniu jadę koleją do Władywostoku, a co, a nie wolno, a?


P.S. Dla jasności - jestem zaszczepiona, Johnsonem, z przyczyn pozamedycznych - potrzebny mi był (i jest) ten papier... Nie wszędzie honorują status ozdrowieńca, zwłaszcza takiego, co chorował nielegalnie...

Jechać? Dam radę???

 Ba, zawsze mówiłam, że jednym z moich marzeń jest podróż koleją transsyberyjską. No i - wreszcie mogę, finansowo przynajmniej. Dużo kosztuje, ale, hm, co to dla mnie, teraz, gdy On umarł, sprzedałam warszawskie mieszkanie*, spłaciłam kredyt za dom, pooddawałam długi com je miała u dzieci (do domu mi się dołożyły) i jeszcze trochę zostało. W dodatku, skoro się pozbyłam kredytu moja emerytura natychmiastowo wzrosła o ponad 1000 PeeLeNów. No więc - stać mnie. Ale, hm, zastanawiam się, czy aby nie jestem na to już za stara, za słaba, czy nie będzie to dla mnie zamiast radości - okropna męka? A chciałabym, jeśli w ogóle, pojechać w czerwcu, wicie, rozumicie, białe noce nad Bajkałem, takie tam klimaty, meszki, komary i inne atrakcje. Jezuniu, nawet mi się wierzyć nie chce, że mogłabym. No, ale jeśli w czerwcu to teraz się trzeba zapisać, podjąć decyzję. Kurcze, i chciałabym i boję się. Maamooo! Druga opcja, lajtowa, to statkiem po fiordach norweskich, też w czerwcu i też by się już trzeba było zapisać. No, ale, kurde, to jest opcja naprawdę lajtowa, to mogę tam pojechać i za kilka lat. A ta kolej to przypuszczam, że ostatni dzwonek. Bym se zrobiła prezent na 70 (słownie: siedemdziesiąte**) urodziny. Te fiordy są nota bene 3 razy tańsze, aleee... Hm. 

Chciałam w życiu zobaczyć 3 rzeczy: Wielki Kanion Colorado, fiordy ze statku oraz Bajkał wraz z podróżą koleją transsyberyjską. Wielki Kanion widziałam, byłam, dotknęłam, polizałam, mam to. No tooo, oj, boję się.

Ale, jak bym już te podróże odbyła to o czym jeszcze mogłabym marzyć, jak już wszystkie marzenia spełnione, w tym to największe, w com nigdy nie wierzyła, że się spełni - domek - spełniony w każdym wymarzonym aspekcie. Nic, ino się położyć i umrzeć, bo co to za życie bez marzeń. Ale...

*gwoli wyjaśnienia, mój ś.p. przewspaniały były za cholerę nie chciał się zgodzić na normalny podział majątku (sprzedajemy wspólne mieszkanie, dzielimy się pieniędzmi), niee, no mowy nie było, jakie wrzaski straszne podnosił - chcesz mnie pozbawić dachu na głową - a przecież spoko mógłby se kupić za swoją połowę pieniędzy kawalerkę. Ale nie, zaparł się, on się stamtąd nie ruszy i kropka. A ja jednak, pomimo wszystko, nie miałam serca, żeby go stamtąd wyrzucać siłą. Koniec końców, zawarliśmy przed sądem ugodę, że mieszkanie jest w całości moje, a on tam dożywotnio mieszka. No i, tego, mieszkał...

**to jest absolutnie niemożliwe, nie wierzę i nie zgadzam się. To ja już jestem staruszką???

Opieka paliatywna na wsi

Nasza koleżanka, Krysia zachorowała. Bardzo poważnie, bardzo, bardzo. Lekarze jednogłośnie kraczą, że to w zasadzie stan terminalny. Krysia nie ma auta, ktoś ją musi zawieźć czy to do lekarza czy do szpitala lub ze szpitala. Po sąsiedzku z Krysią mieszka jej rodzona córka z rodziną, a z drugiego boku - rodzona siostra z mężem. I kto tę Krysię zawozi tu czy tam? Hehe, rodzina nie ma czasu, no zarobiona jest, więc jeździmy my, jej koleżanki. Oczywiście na zawiezienie mamy/siostry do szpitala czy lekarza czasu nie ma, ale na to, żeby ją zawieźć do notariusza oczywiście czas się znalazł. A jak. K...wa!

P.S. Jednak córka się nieco zreflektowała - zawiozła dziś mamę do szpitala