Instrukcja dla letników

 1. Ognisko palimy z tego drewna, które leży przygotowane przy miejscu ogniskowym. Nie bierzemy drewna z komórki!

2. Poduchy z leżaków należy wieczorem oraz przed deszczem chować pod dach

3. Kuchenka ma przyciski DOTYKOWE, więc nie należy ich dusić na siłę aż do wyłamania płyty

4. Trampolina służy do skakania - nie należy wstawiać do niej krzesełek, ani innych przedmiotów mogących ją potencjalnie rozedrzeć. 

5. Apartament jest przeznaczony dla maksymalnie sześciu osób, każda dodatkowa kosztuje 100 zł, więcej niż w sumie 10 (słownie: dziesięć) osób jest wykluczone.

6. Grilla nie stawiamy na plastikowym stole

7. W miarę możności nie mieszamy ze sobą puzzli.

8. Nie wynosimy żadnych naczyń kuchennych ani sztućców do piaskownicy, w domku dla dzieci jest dużo piaskowych zabawek

9. W miarę możności nie dotykamy wszystkiego rękami prosto od grilla (czarnymi i zatłuszczonymi)

10. Bardzo proszę nie zrywać kwiatów, nie łamać krzaków ani nie grać w piłkę na klombach


Czy to byłoby bardzo niegrzeczne gdybym coś takiego umieściła w widocznym miejscu w apartamencie letników? Bo większość z nich takich rzeczy nie robi, hm, ale... Właśnie ci co to wcale ich tu nie było, wszak zakazane jest, no więc - ich dzieci wstawiły plastikowe krzesło do trampoliny i na tym krześle skakały, no, niedługo, trampolina tego nie wytrzymała. Sami to zgłosili, zapłacą oczywiście za nową matę, ale, to ja będę musiała tę zepsutą odpiąć z 54 sprężyn i zamocować nową. 

A co do wytycznych dla letników - mogę je skurtyzować do uwagi o trampolinie i kuchence. A wszystkie w/wym przewiny letnicy popełnili, nic tu nie wymyśliłam.





Dylu, dylu, dylu, dylu

coś wybuchło w Czarnobylu. Elektrownia atomowa Michaiła Gorbaczowa. Raz dwa trzy sekre tarzem bę dziesz ty.

35 lat temu, maamo, ale ten czas leci.

I znowu mi się coś nieprzyjemnego przypomniało, co podówczas uczynił mój były nieodżałowanej pamięci małżonek. Ale - o zmarłych dobrze albo wcale. No to - wcale. Jak żeśmy się zebrali po pogrzebie w jego (to znaczy się formalnie moim, ale, póki co, jego)  mieszkaniu całą rodziną i próbowali powiedzieć o nim coś dobrego, jakoś nic takiego nam się nie przypomniało. Kurcze, na pewno coś dobrego było, no, musiało być, do licha, no bo jakim cudem byłabym z nim aż 33 lata? No nic - dylu dylu

Śnieg pada, śnieg pada

 cieszą się dzieeeci...

ale chyba nie dwudziestego piątego kwietnia!

No i co z tą wiosną, do licha

 Już, już prawie była. Przez dwa dni. Ach, jak ja lubię ten trzask szyszek sosnowych, gdy pozbywają się nasionek. Ale - musi być ciepło i nie padać. Co prawda z tych nasionek, no, z niektórych, wyrastają potem sosny, ale to, hm, chodzę i wyrywam. Aczkolwiek tył posiadłości zarósł mi już nieco za gęsto. Chociaż - pilnuję, aby dało się przejść wzdłuż ogrodzenia. No nic, pożyczyłam piłę* (elektryczną, nie spalinową) i wycięłam trochę (więcej jak 40, ale chyba mniej niż 50 - trochę się pogubiłam w liczeniu) takich trochę większych. Teraz muszę to wszystko obrobić czyli - obciąć gałęzie, a pieńki podzielić na mniejsze kawałki. No bo spośród zeszłorocznych letników tyko jeden pan, 83-letni, umiał zrobić ognisko z niepociętych sosenek. Pozostali bez krępacji wypalali mi drewno piecykowe ogromnej sterty chrustu nie tykając. No to im przygotuję. Mam nadzieję, że i w tym roku dopiszą. Narzekam nieco na tych moich letników, ale - to są przecież pieniądze, a one, jak wiadomo - non olet ;-)

*mogę se zrobić mazurską masakrę, ale - może nie?

Dziś z Kazikiem

 Rozważamy kwestię otchłanną i poruszającą - czy da się skakać na tyłku, a tu dopiero wpół do jedenastej...

Czas stanął

 Nie ma przedszkola, Kazik gada bez chwili przerwy, od siódmej rano, zaraz mi głowa pęknie. Albo zwariuję normalnie.


Wiosna!

 




Wczoraj spadło ponad 20 cm świeżego śniegu, z rana było -10, ale teraz to już wyraźnie idzie ku wiośnie, jest tylko -3.